Podwórkowe nowości
Kilka dni przed podróżą na Mazury (którą później jeszcze opiszę), nieświadoma jeszcze wyprawy w najbliższych dniach, zdecydowałam się na lepsze poznanie walorów przyrodniczych mojego ogrodu. Wydawałoby się, że nic nowego nie może mnie spotkać, ale... (tu zostawię Was w chwili niepewności) Opisałabym to wydarzenie na końcu, ale postanowiłam trzymać się chronologii. Z tego względu opowiem o nim teraz, ale dodam, że później też będzie ciekawie. Rano mama przyszła (a właściwie wpadła) do domu ze spaceru z psem i powiedziała szybko: "Na podwórku chyba siedzi dudek, tam na płocie z tyłu." "Dudek?" spytałam zaspanym głosem, a kiedy mój mózg przetworzył przekazane informacje, natychmiast pobiegłam po aparat i wyleciałam w piżamie na dwór. Po dłuższej chwili stwierdziłam jednak, że dudka ani śladu, więc wróciłam do salonu i, wyglądając co chwilę przez okno, zrobiłam sobie śniadanie. Mama znowu zawołała. Podobno wiadomy gość przyleciał po raz drugi. Wyszłam pośpiesznie...