Niedawno, dokładnie 4 i 5 października, odbywały się Europejskie Dni Ptaków. Z tej okazji liczy się ptaki, OTOP organizuje wycieczki i tak dalej... Ale co będę formalnie gadać, pewnie to wszystko już wiecie. Nie wiecie jednak, jak ja spędziłam ten weekend. No cóż, w sumie nie musicie wiedzieć, ale gdybyście nie chcieli to chyba by Was nie było na tym blogu? Kończąc moje marne filozoficzne przemyślenia, powiem na wstępie, że EDP nie do końca wyglądało tak, jak to sobie wyobraziłam. Otóż wybrałam się na wycieczkę z dolnośląską grupką OTOP nad Stawy Mietkowskie. Pierwszym ptakiem, który jest chyba jedynym godnym zapamiętania gatunkiem i którego zaobserwowaliśmy jeszcze przed dotarciem nad zbiornik był rybołów . Z początku usiadł sobie tak, że widzieliśmy jedynie jego sylwetkę pożerającą wielką rybę. Po chwili, ku radości fotografów, przesiadł się na inne druty, gdzie było go ładnie widać :) Mruknęłam do koleżanki "No, ja to w sumie mogłabym już jechać do domu...
Witajcie! Bardzo źle to przeżywam, ale już za tydzień wakacje się kończą, a po nich czeka na mnie nowa szkoła - liceum. Już na samą myśl o tym ręce mi się trzęsą... Dobra, żeby jakoś wybrnąć z tych koszmarnych rozmyślań, przenieśmy się kilka dni wstecz, do miasteczka zwanego Giżyckiem. Właśnie tam zaczęła się moja przygoda. Dzień przyjazdu, sobota, 15.08 Wieczór, powoli zachodzi słońce. Mieszkamy na łódce, więc musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie moglibyśmy przybić i przenocować. Po jakimś czasie zatrzymujemy się na dzikim brzegu, gdzie rośnie las. Jednak aby dostać się na ląd, trzeba zanurzyć się w wodzie... Na szczęście woda sięga tylko do połowy ud. Przeprawiwszy się przez tą jakże trudną drogę odkrywam, że niestety w lesie nie czekają na mnie żadne ptaki. Spotykam tylko kilka niebieskich ważek. Późniejszym wieczorem, kiedy już mam zamiar kłaść się spać, zauważam żurawie. Przerywają tą nieco druzgocącą ciszę swoim klangorem. Wychylam się przez ...
Dawno mnie tu nie było... Na początku pragnę Was poinformować, że poprzedni wpis zajął w konkursie 2 miejsce ! http://www.otopjunior.org.pl/pl/nowosci/ptasiewiesci/wyniki_konkursu_relacja_edp Wciąż jeszcze niecierpliwie czekam na książkę Kruszewicza i kubeczek termiczny. Wzięłam się ostatnio za większe rysowanie. Teoretycznie maluję cały czas, ale zwykle w zeszycie, po jakichś skrawkach i różnych zakamarkach. Mam pod klawiaturą też jakąś pomiętą kartkę i jak coś się ładuje, to sobie bazgram. Kilka mniejszych prac: Ludzi kompletnie nie umiem rysować! Poza tym od tego roku chodzę na zajęcia plastyczne raz w tygodniu i do tej pory skończyłam dość dużą sowę (format bodajże A2) z jabłkami zamiast oczu. Niby miała być tyto alba , ale coś chyba nie wyszło... Zawiśnie sobie w grudniu na wystawie w IMPARCIE (takie Wrocławskie centrum sztuki), może wtedy zrobię zdjęcie. Tematem pracy była kompozycja z jabłek, ale gdzieś tego ptaka musiałam wcisnąć. Na zajęciach aktualnie szk...
Dzień dobry, a właściwie dobry wieczór. I szczęśliwego nowego roku. A właśnie, już nowy rok, a śniegu wciąż brakuje. Czasami, kiedy zaczyna już trochę prószyć, przychodzi nadzieja na prawdziwą zimę. Niestety zostaje bardzo szybko rozwiana, podobnie jak ten cały śnieg, który przed chwilą tu był, o, właśnie tu. Nie wiem jak u Was, ale u mnie sytuacja przedstawia się tak jak powyżej. Jest zimno, nieprzyjemnie, a białego puchu ani grama. Prawie jak jesień, ale taka brzydsza, bo drzewa już dawno zrzuciły swoją kolorową szatę. Mimo wszystko postanowiłam rozpocząć dokarmianie ptaków. Wyciągnęłam mój stary poczciwy karmnik bez daszka i z poobrywaną korą dookoła, ale wciąż sprawuje się całkiem dobrze. Goście przylatują mniej więcej w takim samym składzie co w zeszłym roku, no, może z kilkoma zmianami. Dobrze, ale wszystko od początku. 29 grudnia 2014 Poprzedniego dnia karmnik został usadowiony w ziemi, 29 grudnia rano wciąż czekał na pierwszych głodnych podróż...
Co prawda obiecałam post o Mazurach (wszystkie zdjęcia już przygotowane), ale nie sądziłam, że w międzyczasie przydarzy mi się coś ciekawego. Okazało się, że owszem - oto kolejny (nie)zwyczajny dzień w moim ogrodzie. Obudził mnie dziwny "blaszany" stukot, warkot silnika i typowe wrzaski dzięcioła . No tak, ulicę stąd cośtam budują, takie odgłosy to codzienność (chodzi o pierwsze dwa + jeszcze głośna muzyka techno/disco-polo). Na początku nie zwróciłam na to uwagi, ale coś skłoniło mnie do wyjrzenia przez okno - chyba było to pytanie "ciekawe jaki dzięcioł się tak drze?" Okazało się, że duży . A te odgłosy walenia w blachę powodował właśnie on uderzając zaciekle w latarnię i krzycząc. Słyszała go cała wieś, ale chyba o to mu chodziło. Później wyszłam na dwór właściwie bez przyczyny. Szurając gumiaczkami mamy po trawie wodziłam sennym wzrokiem po krzakach. Co jakiś czas słyszałam śpiewy i postukiwania. Zatrzymałam się na dłuższą chwilę przy modrzewiu ...
Dzień dobry (a właściwie to już dobry wieczór). Dzisiaj opowiem Wam o historiach, które przydarzyły się w styczniu. Są tak krótkie, że nie byłoby sensu poświęcać im osobnych wpisów. Niestety nie mam wielu zdjęć. Właśnie kończą się moje ferie. W zeszłym tygodniu zaszalałam i udałam się z rodzicami na narty do Włoch. Były piękne widoki, naprawdę niesamowite. Żałuję, że nie mogłam któregoś dnia zamiast na stok wybrać się na spacer, może spotkałabym jakieś alpejskie ptaki? Niestety nie miałam takiej możliwości, mimo że upominałam się kilka razy. Zdjęcie robione żelazkiem telefonem, wybaczcie. Jadąc na nartach niewiele udało mi się zaobserwować ;) Najwyżej stadka sosnówek , mysikróliki . Na szczęście ostatniego dnia Włochy mnie nie zawiodły. Jadąc sobie spokojnie wyciągiem zauważyłam sylwetkę ptaka drapieżnego na niebie. Od razu pomyślałam o orle przednim , i w sumie wszystko na niego wskazuje - duży (lekko mówiąc) rozmiar, ogromna rozpiętość skrzydeł i charakterystycz...
Piękne rysunki, Emilio! Bardzo ładne :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Apolonia