Dolina Baryczy

Dzień dobry!

W sobotę, 18 marca, miałam okazję wybrać się do Milicza wraz z członkami Koła Ornitologów. Ogólnie było to trzydniowe wydarzenie, w niedzielę zaplanowane było liczenie gęsi, ale zdecydowałam się przyjechać tam tylko na jeden dzień. Akurat była to właśnie sobota, czyli dzień koszmarnej pogody.
We Wrocławiu od rana padał deszcz, szczególnie kiedy wyruszaliśmy w podróż, o 8:30. Na miejscu deszcz nie był już aż tak intensywny, ale cały czas kropiło...



Najwięcej (co w sumie łatwo zauważyć) było kaczek - głównie krzyżówek, ale pływały też krakwy, cyraneczki, cyrankiświstuny i głowienki (całkiem sporo w sumie ich wszystkich). Standardowo też łyski i perkozy dwuczube oraz, tak popularne w tym miejscu, bieliki.

Podjechaliśmy pod inny zbiornik, gdzie przebywało sporo łabędzi.



Z jednej strony te pospolite - pomarańczowodziobowe, z drugiej strony było nieco ciekawiej.



Oto łabędzie krzykliwe, które rzeczywiście były dość krzykliwe (kto by się spodziewał). To chyba jedne z moich ulubionych ptasich głosów - niosące się po okolicy echo łabędzich... hmm, wrzasków? (mało zgrabne określenie) Przypominają trochę klangor żurawi.
Wśród krzykliwców, po długich i dość burzliwych dyskusjach, stwierdziliśmy że przebywają tam również bewiki (czyt. łabędzie czarnodziobe).
Takim właśnie trafem mieliśmy w tym miejscu wszystkie polskie gatunki łabędzi.




(A to takie bardziej artystyczne ujęcie)

Z czasem nieźle się rozpadało, więc oznaczanie czegokolwiek pływającego po wodzie gdzieś daleko stało się jeszcze trudniejsze. Marzliśmy też trochę na śmierć, więc to też było jakieśtam utrudnienie.

Staraliśmy się być jak najmniej narażonym na, hm, dość intensywne, opady deszczu.

Krwawodzioby

Wróciliśmy do stacji ornitologicznej i po godzinie wyruszyliśmy drugi raz.

Podejście drugie
Kropić już lekko przestawało, więc podjechaliśmy w inne miejsce. Radośnie wyciągnęliśmy z samochodu wszystkie statywy drewniane i niedrewniane, a nawet plastikowe, lunety, teleobiektywy, aparaty, lornetki, suszarki do włosów i wyruszyliśmy w drogę targając ze sobą to wszystko.

Przywitało nas błoto, czaple białe, łabędzie, gągoły oraz całe stada głowienek. Wśród nich chowała się jeszcze parka podgorzałek :)



Czaple białe

Po drugiej stronie czekały nas też ciekawe gatunki, bo pośród łysek i tokujących perkozów dwuczubych zaobserwowaliśmy stadko bielaczków. Gdzieś w tłumie skrył się też perkoz rdzawoszyi.


I to właśnie jest ten moment, kiedy zaczął wiać wiatr. Ale taki naprawdę wiatr. Padać też zaczęło i ogólnie zaczęła się nawałnica. Pobiegliśmy szybko pod jakiś daszek, ale po długim bezcelowym staniu tam stwierdziliśmy, że uciekamy do samochodów.
No więc, lunety w dłoń, aparaty do plecaków i wyskakujemy stamtąd. Wiatr sam nas popychał w stronę drogi powrotnej, przy okazji spychając co jakiś czas na boki. Wszystko było doszczętnie przemoczone i stwierdziliśmy, że wracamy do stacji.

Podejście trzecie
Teoretyczne apogeum miało nastąpić o godzinie 16, którą to sobie przeczekaliśmy. Potem dziarsko wyruszyliśmy w teren.
Ogólnie na ścieżce zastałam ciekawy widok. Droga biegła między dwoma zbiornikami, a wiatr wiał tak mocno, że przelewał wodę z jednego stawu do drugiego, a na szlaku było widać spore fale...

Szliśmy przed siebie, a wiatr popychał nas na boki. Był tak silny, że można było się odchylić mocno do tyłu i nie spaść na ziemię.
Skręciliśmy w boczną ścieżkę i tam nie było już takiej tragedii. Zastaliśmy tam bociana czarnego, który też przeżywał ową nawałnicę.






Kiedy się ściemniało, na jednym ze stawów pojawiło się stadko jeleni. Szybko się przestraszyły, ale i tak było ciemno, żeby zrobić dobre zdjęcie.


W drodze powrotnej, wracając już samochodem do Wrocławia, drogę zagrodziło nam drzewo. Musiało zawalić się podczas wichury...
(Na szczęście usunięcie go nie trwało długo, dzięki panom strażakom.)

Tak właśnie zakończyły się nasze obserwacje. Ogólnie do mojej listy doszło kilka nowych gatunków, więc wyprawa była oczywiście udana. Zdjęcia ptaków pływających gdzieś w oddali nie są za bardzo fascynujące, ale i tak nie wyszły najgorzej.
Do napisania!

Komentarze

  1. Warto było zmoknąć, fajne obserwacje i zdjęcia. Wspomnienia zresztą też.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No to naprawdę fajnie. Zazdroszczę tak świetnego wypadu. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczna wyprawa! Super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Norwegia!... (część trzecia)

Rysunki!

Szkicownik!