Zdarzenia ostatnich tygodni

Witajcie!
Ostatnio trochę się działo w moim ptasim świecie, dlatego dzisiaj wam o tym opowiem.

Kilka tygodni temu uczestniczyłam w małej, można powiedzieć, akcji ratunkowej. Kiedy zostałam w domu i grałam sobie beztrosko na pianinie, usłyszałam dość głośny huk. Coś uderzyło o szybę w salonie.
Tak, nie mylicie się, był to mały, nieostrożny pierzasty lotnik. Istny pirat drogowy.
Wyjrzałam przez okno. Na ziemi, z rozłożonymi skrzydełkami, leżał pan zięba. Oddychał głęboko i chyba nie do końca rozumiał, co właśnie się stało. Po chwili zobaczyłam, że pod drzewem czai się biały kot. Nie namyślałam się długo, otworzyłam okno, i niczym Spider man, kobieta-kot lub inne takie, zeskoczyłam na mokrą trawę w samych skarpetkach. Odgoniłam futrzaka i kucnęłam przy panu ziębie. Leciutko go podniosłam, a on usiadł mi na palcu i wpatrywał się we mnie swoimi ciemnymi, brązowo-czarnymi oczkami. Nic poważnego mu się nie stało, podejrzewam że potrzebował chwili, aby otrząsnąć z szoku. Z czasem oddychał coraz bardziej spokojnie. Uczepił się dość mocno mojego palca i siedział na nim około 10 minut, a ja miałam okazję dokładnie przyjrzeć się układowi i fakturze jego piórek. Mogłam go nawet leciutko dotknąć, pogłaskać delikatnie puch na brzuchu.

Po dłuższym czasie odstawiłam go na drzewo (iglaste, żeby koty nie mogły go dosięgnąć). Weszłam do domu przez okno, oczywiście równie zwinnie jak zeszłam, i poszłam przynieść ptaszkowi wodę. Po chwili jednak zobaczyłam, jak odlatuje wesoło z inną ziębą, więc byłam o niego całkowicie spokojna.

Tak właśnie uratowałam małego bezbronnego ptaszka przed kotami :)

***

Ostatnio siedzę w domu całymi dniami i choruję. To ma oczywiście wiele plusów, jest czas żeby porysować, pooglądać filmy albo obserwować drzewa przez okno. Kilka dni temu usłyszałam na dworze dość donośny, przeciągły dźwięk. Był to głos dzięcioła, jak się później okazało, zielonego :)
Bardzo cieszę się z tego spotkania, to była pierwsza wizyta pani Picus viridis w moim ogrodzie (pani, bo miała czarny wąs, a nie czerwony jak panowie). Mam nadzieję, że niedługo znowu mnie odwiedzi i pozwoli zrobić ładniejsze zdjęcia, bo te na razie mogę uznać za dokumentacyjne.



***

W małym lesie niedaleko mnie wciąż przybywa ptaków. Niedługo już maj (jeden z moich ulubionych miesięcy), więc zaczynają śpiewać kapturki, słowiki rdzawe, świstunki (ich dźwięk kojarzy mi się z gwałtownym hamowaniem samochodu, tzw. drift). Niedawno usłyszałam też w oddali kukułkę, więc wiosna pełną parą :) Brakuje mi jedynie fletowych śpiewów wilg, ale na ich całkowite rozśpiewanie trzeba jeszcze odrobinę poczekać.





***

A wam życzę, żebyście nie musieli chorować tak jak ja i chodzić cały dzień opatuleni kocem (niczym modelka na wybiegu), tak jak to obrazuje rysunek poniżej :)


Pozdrawiam,
Emalia :)

Komentarze

  1. Przepiękny ten dzięciol zielony. U mnie też zdrowie niedomaga, a ptaków przybywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Więc życzę Ci dużo zdrówka, abyś mogła cieszyć się majem :)
    Jak zawsze piękne zdjęcia, bardzo fajnie wyszedł ten dzwoniec. Wydaje mi się taki... słoneczny :))
    Niezła akcja ratunkowa, dobrze, że ptaszkowi nic się nie stało.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że udało Ci się uratować tą ziębę. Gratuluję dzięcioła zielonego i innych ciekawych gatunków, a na koniec - kolekcja wiosna 2016 może się przyjąć, ale na pewno nie u ornitologów :) świetny rysunek,
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) No tak, ornitolog nie może dać się chorobie, szczególnie teraz w maju - szczycie sezonu :)
      Pozdrawiam, Emi

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rysunki!

Dolina Baryczy

Szkicownik!