Mazury, część pierwsza, czyli błotniaki zwane kaniami

Witajcie!
Bardzo źle to przeżywam, ale już za tydzień wakacje się kończą, a po nich czeka na mnie nowa szkoła - liceum.
Już na samą myśl o tym ręce mi się trzęsą...

Dobra, żeby jakoś wybrnąć z tych koszmarnych rozmyślań, przenieśmy się kilka dni wstecz, do miasteczka zwanego Giżyckiem.
Właśnie tam zaczęła się moja przygoda.

Dzień przyjazdu, sobota, 15.08

Wieczór, powoli zachodzi słońce. Mieszkamy na łódce, więc musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie moglibyśmy przybić i przenocować. Po jakimś czasie zatrzymujemy się na dzikim brzegu, gdzie rośnie las.
Jednak aby dostać się na ląd, trzeba zanurzyć się w wodzie... Na szczęście woda sięga tylko do połowy ud. 
Przeprawiwszy się przez tą jakże trudną drogę odkrywam, że niestety w lesie nie czekają na mnie żadne ptaki. Spotykam tylko kilka niebieskich ważek. 


Późniejszym wieczorem, kiedy już mam zamiar kłaść się spać, zauważam żurawie. Przerywają tą nieco druzgocącą ciszę swoim klangorem. Wychylam się przez okienko, a tam... leci ich chyba z tysiąc.



Niedziela, 16.08

Wesoło wstaje kolejny dzień. Wypływamy szybko, żeby zdążyć dopłynąć do Mikołajek. Po drodze przedzieramy się przez różne kanały, w których, oprócz ładnych widoków, obserwuję garstkę ptaków.



Te dwa żurawie spokojnie zajmowały się sobą, podczas gdy ja szaleńczo biegłam po aparat.

Po wypłynięciu z kanału wydostajemy się na jezioro, gdzie w oczy od razu rzuca się wesoła gromadka gęgaw. Oprócz tego obserwuję standardowy zestaw jeziora - perkozy dwuczube, śmieszki, łabędzie nieme + gratis 2 młode rybitwy rzeczne.

Trzy gęgawy.
Jedna z wielu spotkanych przedstawicieli tego gatunku - śmieszka.
Niedługo potem szczęśliwie docieramy do Mikołajek, gdzie w spokoju mogę wziąć prysznic...

Podsumowując: (po każdym opisanym dniu będę robić krótką listę gatunków, jakby znudziło Wam się czytanie tych wszystkich rozmyślań)
 - żuraw - 4
 - czapla biała - 1
 - krzyżówka
 - kormoran
 - łabędź niemy - 7
 - łyska - 2
 - rybitwa rzeczna - 2
 - śmieszka
 - mewa siwa
 - mewa srebrzysta
 - dymówka
 - perkoz dwuczuby - 4
 - bocian biały - 1
 - czernica - 1 samiec
 - grzywacz


Poniedziałek, 17.08

Płyniemy na południe. Na początku przepływamy przez Jezioro Mikołajskie, gdzie zawsze spotykałam najwięcej rybitw. Wyposażona w lornetkę i aparat, pełna nadziei, siadam na dziobie i obserwuję. Jednak nie widzę nic oprócz mew: srebrzystej, siwej i śmieszki.
Trochę to przygnębiające, bo zawsze lubiłam patrzeć się na rybitwy, niby też małe i białe, ale jednak latają z jakąś taką... gracją?

Dalej kierujemy się w stronę Ruciane-Nida.
Napotykamy łabędzie-tajnych agentów, które śledzą nas przez jakiś czas, co chwilę sycząc. Myślę, że miały jakąś tajną misję do wykonania.

"Dajcie nam chleb to przestaniemy was śledzić."

Po chwili odkrywamy, że żeby dostać się do Rucianych musimy przepłynąć przez śluzę, a czekać na otwarcie trochę nam się nie chce, więc rezygnujemy z pobytu w tym miasteczku.
W drodze powrotnej na drzewach obserwuję 3 czaple siwe.


A nad głową spokojnie szybuje sobie... jakaś kania.
Tylko jaka?
Jestem za czarną, ale 100-procentowej pewności nie mam.


Kiedy cumujemy po raz kolejny w jakimś lasku (niedaleko tamtej spotkanej kani), mam okazję obserwować całą szczęśliwą rodzinę tych ptaków. Było ich chyba z pięć.


Co chwilę blisko nas przepływają jakieś łabędzie, jak na przykład ten:


Podczas krótkiej przechadzki po lesie spotykam dzięcioła dużego, kowalika, młode bogatki i kilka zięb.


Podsumowanie:
 - łabędź niemy - 2
 - kormoran
 - śmieszka
 - mewa siwa
 - mewa srebrzysta
 - kania (czarna) - 5
 - dzięcioł duży - 2
 - zięba - 3
 - czapla siwa - 3
 - dymówka

Wtorek, 18.08

Udajemy się na Śniardwy. Żwawo płyniemy, mijając kolejne boje, na których lubią przesiadywać mewy i kormorany.




Gdy w końcu wpływamy na największe jezioro w Polsce, fale tak bardzo huśtają naszą malutką łódką, że poddajemy się. Trochę mi smutno, bo liczyłam na zobaczenie jeziora Łuknajno - a łatwo można się do niego dostać zatrzymując się gdzieś w północnej części jeziora Śniardwy.

Rodzice jednak wspaniałomyślnie cumują nieco dalej, abym mogła razem z mamą i bratem wybrać się nad Rezerwat Przyrody Jezioro Łuknajno.
Mamy dłuższą drogę do przebycia, a więc mniej czasu na obejrzenie wody ze wszystkich wieży widokowych. Mimo to bardzo się cieszę.
Hmm, jest bardzo gorąco, a my przedzieramy się przez pola bez ani jednego drzewka.
Po drodze zatrzymuję się, żeby zrobić zdjęcia modraszkom i innym uroczym motylkom - jest ich tutaj całkiem dużo.




Gdy tak tarzam się w krzakach, przybierając coraz dziwniejsze pozy, aby nie wystraszyć małych żyjątek, dobiega do mnie głos mamy.
Woła mnie i mówi, że tam coś leci.
Całe szczęście, że ptak został zauważony...


Nad drzewami leci sobie żwawo rybołów. Mama informuje mnie, że wcześniej było go widać trochę lepiej na tle drzew, ale nie słyszałam jej wołania.
Trudno, ważne że jakiekolwiek zdjęcie jest.

Idziemy dalej, tym razem uważniej przyglądam się wszystkim drzewom i niebu - nie mogę pozwolić, żebym znowu coś przeoczyła.
No i po chwili ukazuje mi się małe stadko kszyków, szybko lecących w stronę jeziora.



Uff, po godzinie docieramy nad jezioro. Przechodzimy obok tabliczki głoszącej dumnie "Rezerwat Przyrody Jezioro Łuknajno". Po chwili mijamy również strzałkę prowadzącą do jednej z wież widokowych.

Wspinam się na drewnianą (nową, porządną - to trzeba przyznać) konstrukcję, i moim oczom ukazuje się całkiem duże jeziorko otoczone szerokim pasem trzciny. A w wodzie siedzi wszystko, co białe - po środku pływają lub odpoczywają całe hordy łabędzi niemych z mewami srebrzystymi, bliżej brzegu majestatycznie stoją czaple białe.



Niestety nie zaobserwowałam wiele oprócz wyżej wymienionych gatunków. Może gdybym miała lunetę, dostrzegłabym jakieś stadka kaczek na drugim końcu jeziora.

Po chwili wśród ludzi na wieży coś wywołało poruszenie.
 - Tam coś leci - mówi jedna z pań.
Wpatruję się w niebo, ale dostrzegam tylko pojedynczego dzięcioła dużego. Pani odzywa się ponownie:
 - To kania! Kania ruda!
Po chwili dostrzegam ptaka - leci niezwykle blisko, prosto na nas.
Ale nie była to kania ruda, tylko samica błotniaka stawowego.
Zastanawiam się, czy zwrócić uwagę, bo z natury jestem nieśmiałym człowiekiem i na myśl o odzywaniu się do obcych ludzi trochę uginają mi się kolana. Jednak po chwili dodaję cicho:
 - Bardziej mi to wygląda na błotniaka stawowego.
Pani nr 2, stojąca obok mnie obraca się.
 - Może, na szczęście zrobiłaś zdjęcia to będzie można później sprawdzić w internecie.
Przytakuję i po kilku minutach schodzę na dół.

Pseudo-kania ruda



Wracamy się tą samą drogą. Przy polnej ścieżce dostrzegam gąsiorka, nad głową latają oknówki i dymówki.
Pośród tych drugich dostrzegam też kobuza - to musiał być ten sam osobnik, którego wcześniej spłoszyłam przez przypadek.

Jesteśmy już prawie przy łódce, gdy na niebie widzę kolejnego ptaka drapieżnego. A jest nim bielik. Powoli, dumnie i majestatycznie krąży, bacznie obserwując pola,

Kilkanaście minut później miałam okazję sfotografować go trochę bliżej...
Płynąc na północ przez Jezioro Mikołajskie widzę, jak wylatuje gdzieś z gęstwiny krzaków i trzcin, tuż przy brzegu. Lecę szybko po aparat, żałując, że nie miałam go w ręce wcześniej.


Wieczorem udaje nam się dopłynąć do mariny w Rynie.

Podsumowanie:
 - kukułka - 1
 - czapla biała - 1
 - kormoran
 - łabędź niemy
 - śmieszka
 - mewa srebrzysta
 - bielik - 1
 - rybołów - 1
 - błotniak stawowy - 1
 - kobuz - 1
 - sójka - 2
 - dzięcioł duży - 2
 - srokosz - 1
 - gąsiorek - 1
 - kszyk - 5

...

To na razie koniec. 
Niedługo napiszę o kolejnych przygodach. 
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was za bardzo :)


Miłych wakacji do końca!
Emalia

Komentarze

  1. Piękne zdjęcia :) Widziałaś wiele ciekawych gatunków, a fotki super. Zawsze chciałam pojechać na Mazury.
    Aha, czyli jest to dopiero część pierwsza. Zatem niecierpliwie czekam na drugą.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) dzięki. Na pewno kiedyś zobaczysz Mazury, przecież to niedaleko.
      Niestety w części drugiej będzie trochę mniej gatunków.

      Usuń
  2. O wspaniałe obserwacje miałaś. Ten błotniak to mi mojego podopieczne sprzed kilku lat przypomina - też była to samica a jaka zadziorna, naszego wilczura się nie bała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawa historia :)
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam.

      Usuń
  3. Super zdjęcia i post! Pozdrawiam i zapraszam do siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No super kolekcja:) Ważka podoba mi się najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie liceum czeka za rok, więc mam jeszcze trochę czasu :)
    Fajny wyjazd i obserwacje. To pierwsze zdjęcie "kanii" jest świetne.
    Czekam na drugą część ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ale egzamin jeszcze przed Tobą, prawda? Trzymam kciuki :)

      Usuń
    2. Tak, przede mną. W tym roku mnie czeka :(

      Usuń
    3. Spokojnie, nie ma się czego bać :) Też się stresowałam, ale łatwo poszło.

      Usuń
  6. Mazury są piękne, byłam niestety tylko raz ale zostaje w pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piękne miejsce niewątpliwie warte zapamiętania :)

      Usuń
  7. Co do kani, też jestem za czarną;) Piękne zdjęcia i ciekawe obserwacje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, coraz więcej osób tak sądzi. Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  8. Fajna wycieczka. Może kiedyś przyjedziesz na Mazury i nie będziesz na łódce? Jeśli tak to koniecznie pojedź nad jez. Kośno- jest tam podobno 6 gniazd bielika :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Norwegia!... (część trzecia)

Rysunki!

Szkicownik!