(chyba część pierwsza, bo pewnie wyjdzie kobyła) Zawartość: dużo miedzianych widoczków, ptaki ze słowem "kanaryjski" w nazwie, czasem jakiś wulkan. Cześć! Pozwoliłam sobie tutaj na mały throwback - wracam do wpisu, który czeka zaległy od wakacji. Wystawiłam go trochę na odczekanie, aby dojrzał i nabrał odrobinę więcej polotu. Mam nadzieję, że wybaczycie mi taki przeskok czasowy. Będzie to dość obszerny post ze względu na duuużą ilość zdjęć - zdjęć, które wciąż zalegają mi w szufladzie, a ja czuję, że historie stojące za każdym z nich muszą zostać opowiedziane. (Niektóre są nawet całkiem może ciekawe.)
Witajcie! Przepraszam was za tą dość długą przerwę w pisaniu, ale właśnie wróciłam z obozu wędrownego w Pieninach (było świetnie!) i pobytu w Chorwacji. Na pewno niedługo zamieszczę kilka zdjęć z wyjazdu :) ... Kontynuując moją norweską historię - mniej więcej tutaj docieramy do momentu, kiedy to wraz z moimi współtowarzyszami postanawiamy zwiedzić wyspę Runde. No dobra, ja postanawiam. I robię wszystko, żeby reszta się zgodziła.
i komary zjadajonce Cześć. Dzisiaj będzie o małych, płochliwych, ale ciekawskich stworzonkach oraz o wszystkich zdjęciach, których nie udało mi się im wykonać. Zdarzyło się to pewnego ładnego wieczora, gdy komarzyce gryzły zawzięcie, a ja zwiedzałam okolicę na rowerze, brnąc przez pola uprawne i zastanawiając się, ile razy wlazłam na teren prywatny. Mijałam kolonię brzegówek na ogrodzie, która chyba chwile świetności ma za sobą, czasem pozostając przytłaczająco pustą; kląskawki i potrzeszcze siadające na najwyższych gałęziach, żeby sekundy później odlecieć dalej oraz zające, czasem nagle i szybko, a czasem leniwie i dziwnie ociężale zrywające się z niespodziewanych miejsc przy dróżce. To były takie trochę typowe momenty. W pewnej chwili zastanowiłam się po prostu 'hej, a co tam stoi tak nieruchomo'. Wtedy spotkałam je po raz pierwszy.
zanim wiosna (w pełni) Planowałam zamieścić post nieco wcześniej, jeszcze podczas zimowo-wczesnowiosnnej aury. Goni mnie marzec (a teraz właściwie już kwiecień), więc zanim przejdę do rozkwitających tematów, ostatecznie pożegnam się ze styczniowymi wspomnieniami. Zapraszam na małe podsumowanie mojej jesieni i zimy, w których przytrafiło się wiele drobnych, miłych zdarzeń! (a także jedno ptasiarskie większe, ale na pingwiny nad Bałtykiem przeznaczę osoby post). Czy to dobry moment na post pełen śniegu? Nie wiem. Co obejrzymy dziś? - śnieg, - gile, całkiem sporo gili, różne dzięcioły, urocze perkozki, - b ą k a , ptaka, który w moim rankingu top5 ulubionych ptaków utrzymuje wysoką pozycję (razem z bączkiem), - morsowanie jedną stopą, - rudzika, który prawie machał ogonem na mój widok, - moje zmagania z nowym aparatem, i nową jakość zdjęć (wow!!!) na moim poczciwym blogu.
Witajcie! Dzisiaj znów cofniemy się o kilka tygodni, do czasu Świąt Wielkanocnych (ale to już ostatni taki post). Świąteczne dni minęły mi w iście wiosennej atmosferze. Codziennie starałam się gdzieś wychodzić, chociażby na kilkanaście minut na pola. I każdy dzień przyniósł mi coś nowego. Sobota W sobotę z domu mogłam wyjść dopiero po południu. Udało mi się akurat trafić na wieczorny koncert drozdów śpiewaków . Zwykle kiedy śpiewają, powtarzają jedną zwrotkę dwa razy. Pisałam o ich różnorodnym repertuarze już wcześniej, potrafią wydawać naprawdę wiele odgłosów - od świstów, gwizdów, przez trele, aż po mniej melodyjne trzaski i charkanie. Czasami (ale nie przyznaję się do tego) zdarza mi się pogwizdywać razem z nimi. Idąc wieczorem samotnie przez las zaczęłam tak właśnie gwizdać, chociaż oczywiście poziom moich występów nie mógł w najmniejszym stopniu dorównać śpiewom drozdów. Po chwili na drzewko obok mnie przyfrunęły dwa śpiewaki i wpatrywały się we mnie siedząc nieruchomo na g...
(s01e02) finał sezonu Hæ! (czytaj: ha-i) Niesamowicie miło było mi, gdy mój poprzedni wpis zaczął cieszyć się tak sporą popularnością! Mówiła o tym ilość wyświetleń oraz Wasze komentarze i miłe słowa na facebooku, a przede wszystkim - częste wspominanie o moim blogu, gdy się widzieliśmy! Niezmiernie, bardzo dziękuję, i jestem wzruszona! Takk fyrir! A teraz rozsiądźcie się wygodnie, przygotujcie litr herbaty, a ja zapraszam Was do lektury kolejnej okropnie i ogromnie długiej islandzkiej epopei. Zgodnie z obietnicami publikuję epizod drugi naszych (Marty, Julki, mnie oraz naszego zielonego namiotu) zmagań z islandzkim klimatem.
Piękne rysunki, Emilio! Bardzo ładne :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Apolonia