(chyba część pierwsza, bo pewnie wyjdzie kobyła) Zawartość: dużo miedzianych widoczków, ptaki ze słowem "kanaryjski" w nazwie, czasem jakiś wulkan. Cześć! Pozwoliłam sobie tutaj na mały throwback - wracam do wpisu, który czeka zaległy od wakacji. Wystawiłam go trochę na odczekanie, aby dojrzał i nabrał odrobinę więcej polotu. Mam nadzieję, że wybaczycie mi taki przeskok czasowy. Będzie to dość obszerny post ze względu na duuużą ilość zdjęć - zdjęć, które wciąż zalegają mi w szufladzie, a ja czuję, że historie stojące za każdym z nich muszą zostać opowiedziane. (Niektóre są nawet całkiem może ciekawe.)
i komary zjadajonce Cześć. Dzisiaj będzie o małych, płochliwych, ale ciekawskich stworzonkach oraz o wszystkich zdjęciach, których nie udało mi się im wykonać. Zdarzyło się to pewnego ładnego wieczora, gdy komarzyce gryzły zawzięcie, a ja zwiedzałam okolicę na rowerze, brnąc przez pola uprawne i zastanawiając się, ile razy wlazłam na teren prywatny. Mijałam kolonię brzegówek na ogrodzie, która chyba chwile świetności ma za sobą, czasem pozostając przytłaczająco pustą; kląskawki i potrzeszcze siadające na najwyższych gałęziach, żeby sekundy później odlecieć dalej oraz zające, czasem nagle i szybko, a czasem leniwie i dziwnie ociężale zrywające się z niespodziewanych miejsc przy dróżce. To były takie trochę typowe momenty. W pewnej chwili zastanowiłam się po prostu 'hej, a co tam stoi tak nieruchomo'. Wtedy spotkałam je po raz pierwszy.
Witajcie! Przepraszam was za tą dość długą przerwę w pisaniu, ale właśnie wróciłam z obozu wędrownego w Pieninach (było świetnie!) i pobytu w Chorwacji. Na pewno niedługo zamieszczę kilka zdjęć z wyjazdu :) ... Kontynuując moją norweską historię - mniej więcej tutaj docieramy do momentu, kiedy to wraz z moimi współtowarzyszami postanawiamy zwiedzić wyspę Runde. No dobra, ja postanawiam. I robię wszystko, żeby reszta się zgodziła.
post zawiera: ptasie przedszkole, lazurowe smugi, mały ptasi raj, dramatycznie wspomnienia pochylni na kanale elbląskim, naprawdę dużo rybitw. Oto raport z dwutygodniowego wyjazdu, na którym, wracając do korzeni, prowadziliśmy koczowniczy tryb życia, a do snu codziennie kołysały nas fale.
W cięzkich czasach przyszło nam żyć, w ciężkich. Audubon Society: Birding Is the Perfect Activity While Practicing Social Distancing Dla mnie #zostanwdomu to nie taka tragiczna opcja (zupełnie tragiczny za to jest fakt, że obowiązuje całkowita izolacja od innych wspaniałych osób, szczególnie tych z innych województw) W każdym razie - mam wreszcie czas, aby realizować swoją pasję: łażenie po laso-parku, gapienie się pół godziny w jedno drzewo, wyskakiwanie z krzaków, straszenie ludzi z psami i generalnie wyglądanie jak totalny świr.
Dzień dobry! W sobotę, 18 marca, miałam okazję wybrać się do Milicza wraz z członkami Koła Ornitologów. Ogólnie było to trzydniowe wydarzenie, w niedzielę zaplanowane było liczenie gęsi, ale zdecydowałam się przyjechać tam tylko na jeden dzień. Akurat była to właśnie sobota, czyli dzień koszmarnej pogody. We Wrocławiu od rana padał deszcz, szczególnie kiedy wyruszaliśmy w podróż, o 8:30. Na miejscu deszcz nie był już aż tak intensywny, ale cały czas kropiło... Najwięcej (co w sumie łatwo zauważyć) było kaczek - głównie krzyżówek , ale pływały też krakwy , cyraneczki , cyranki , świstuny i głowienki (całkiem sporo w sumie ich wszystkich). Standardowo też łyski i perkozy dwuczube oraz, tak popularne w tym miejscu, bieliki . Podjechaliśmy pod inny zbiornik, gdzie przebywało sporo łabędzi. Z jednej strony te pospolite - pomarańczowodziobowe, z drugiej strony było nieco ciekawiej. Oto łabędzie krzykliwe , które rzeczywiście były dość krzykliwe (kto by ...
Piękne rysunki, Emilio! Bardzo ładne :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Apolonia